O dziwnej przyjaźni

Za siedmioma morzami, za siedmioma górami było małe miasteczko - Pleśniew. Ludzie tam pracowali, uczyli się, zakładali rodziny, spotykali się ze znajomymi. Zupełnie, jak w każdym innym mieście. Z powodu niedużej ilości mieszkańców występował tam rodzaj więzi międzyludzkich zwanych znajomościami. Jednak nie wszyscy je posiadali. Ci, co je mieli, czuli się lepiej. Czasami te owe więzi zdobywało się dając pieniądze, jednorazowo, lub w cyklu comiesięcznym. Te znajomości można było zdobyć najłatwiej.

Z szarego tłumu wyróżniały się dwie osoby. Łamich miał dużo pieniędzy. Zarobił je ciężką pracą i często o tym przypominał. Miał wielkie serce. Czasami jednak, jego umysł doskonały, nastawiony na jak największy zysk, sprawiał, że Łamich nie słuchał serca. Drugi z kolegów nazywał się Orbod. Był on znacznie mniej zamożny niż Łamich. Umysł miał równie wspaniały, a serce jeszcze większe.

Kolegów różniło jednak patrzenie na świat. Łamich robił zawsze to, co było dobre dla niego, Orbod chciał robić to, co było dobre dla wszystkich. Być może wynikało to z różnego wychowania obu chłopców. Łamich był jedynakiem. Natomiast Orbod musiał się wszystkim dzielić z rodzeństwem.

W szkole radzili sobie bez problemów. Z tym, że jedynak zawsze był uczniem najlepszym. Uczył się wszystkiego z dużym zapałem. Orbod uczył się tylko tego, co chciał. Do reszty przedmiotów się za bardzo nie przykładał. Wynikało to trochę z jego lenistwa, trochę, że nie wiedział, dla kogo ma się uczyć, bo mu to nie było potrzebne. Często Orbodowi w szkole pomagał Łamich, który był bardzo znany w Pleśniewie, choć nie przez wszystkich lubiany. Pewnie przez to, że mu zazdrościli, lub myśleli, że jest kujonem. Orboda nie znała większość mieszkańców Pleśniewa. Miał jednak znacznie więcej kolegów niż Łamich. Wynikało to z jego nieco innego charakteru. Nawet, jeśli kogoś nie lubił, to tej osobie tego nie okazywał. Zawsze starał się być miły. Przez co czasami sam cierpiał.

Życie w Pleśniewie nie było szalenie interesujące. Czasami nuda przychodziła na bardzo długo. Jedyne, co miasto oferowało dla młodych ludzi, to kilka kawiarni, sport na niskim poziomie i klub muzyczno - taneczny. Życie w mieście w ostatnich latach bardzo się pogorszyło, wzrosło niezadowolenie mieszkańców. Większość z nich właśnie w takich miejscach, z przyjaciółmi zapominała o codziennych troskach. W śród nich był właśnie Orbod. Życie dla niego było coraz trudniejsze. W domu brakowało pieniędzy na zaspokojenie potrzeb związanych z rozwijaniem jego zainteresowań. Mimo, że z zewnątrz wydawało się, że niczego mu nie brakuje i że jest szczęśliwy, jego dusza podupadała. W dodatku niespełniona potrzeba miłości i bliskości osoby płci przeciwnej dawała mu się we znaki. Jego dawni koledzy Romek, Bronek i Daniel przestali z Orbodem chodzić do klubu. Pierwszemu z nich być tam się już przestało chcieć. Pozostali, choć nadal to lubili, z innych powodów przestali tam bywać. Orbod nadal bardzo lubił tam chodzić. Nie potrafił tam jednak pójść sam i musiał wśród innych swoich kolegów znajdować chętnych na tańce. Nie było to jednak łatwe. W pewnym momencie okazało się to prawdziwym problemem.

Łamichowi wiodło się bardzo dobrze. Mimo, że również nie posiadał bliskiej koleżanki. To był to jego jedyny problem. Miał pieniądze i nie czuł potrzeby by spędzać czas w różnych rozrywkowych miejscach Pleśniewa. Miał on zaledwie dwóch kolegów. Jednym z nich był Orbod, drugim Janosz. Ów kolega był człowiekiem o bardzo zawistnym sercu. Udawał, że jest bardzo dobry, ale przyjaźń mierzył posiadaniem informacji o drugiej osobie, a nie uczuciem, jakie pomiędzy nimi występuje. Orbod nie lubił go za bardzo. Jak wiadomo, starał się tego nie okazywać. Łamich jednak w Janoszu odnalazł cechę sobie bardzo bliską - chęć posiadania pieniędzy. Koledze Łamicha dodatkowo sprawiało przyjemność robienie krzywdy innym. Był on bardzo wątły, więc krzywdził on ich nie fizycznie, lecz psychicznie. Większość ludzi się na nim poznało i większość go nie lubiła. Jedynie Łamich chciał mieć takiego kolegę. Nie wiadomo, czy robił to z litości, czy może widział w tym jakiś zysk dla siebie.

Minął pewien bardzo trudny okres dla Orboda i Łamicha, w którym to oboje byli zmuszeni do robienia rzeczy, które sprawiały im ból psychiczny. Łamich był zadłużony w koleżance ze szkoły. Mimo, że z nią rozmawiał nie udało mu się z nią umówić. Postanowili, że zacznie się dla nich nowe życie. Łamich nawet kilka razy poszedł z Orbodem do kawiarni. Nigdy wcześniej tego nie robił. Orbod bardzo się z tego cieszył. Lecz kolega Janosza nie robił tego, z samej przyjemności spotkania się z Orbodem. Liczył na to, że może pozna jakąś dziewczynę. Był szczery i powiedział Orbodowi, że nie przychodzi do kawiarni z jego powodu. Mówił, że gdyby chciał sobie porozmawiać, spotkaliby się w domu.

Łamich był bardzo elokwentny, i umiał ładnie przemawiać. Jedyne, czego mu brakowało to pewności siebie. Orbod nie wierzył, że ma takie talenty. Może ich nawet nie miał, co jednak nie wydaje się być możliwe. Nie umiał zwyczajnie podejść do osoby płci przeciwnej i z nią porozmawiać, jak robił to Łamich. Kiedyś miał dziewczynę poznał ją w czasie tańca. Choć nic z tego nie wyszło, wierzył, że właśnie tak jest najłatwiej dla niego by poznać swoją drugą połówkę. Nawet, gdy zobaczył już jakąś nieziemską istotę w Pleśniewie, wierzył, że jedynie w klubie muzyczno - tanecznym będzie w stanie do niej podejść. Nie miał, bowiem znajomości, a one sprawę bardzo by mu ułatwiły.

Pewnego dnia, już w nowym życiu Łamicha i Orboda, które dla Orboda niczym prawie się nie różniło od starego, miała się w klubie odbyć zabawa. Wszyscy w Pleśniewie wiedzieli, że będzie tam bardzo dużo ludzi. A to jeszcze bardziej nakręcało ich do przyjścia tam. Orbod znów próbował namówić Łamicha, żeby poszedł z nim. Lecz Łamich tak, jak wcześniej nie chciał tego zrobić. Tym razem jednak Orbod nie znalazł żadnego innego kolegi, który by z nim poszedł. Już kilka razy wcześniej tak się zdarzało. Wtedy Orbod zostawał w domu. Tym razem Orbod chciał koniecznie iść. Złożyło się na to kilka rzeczy. Nie był w klubie już od dawna, miały być tam tłumy i podobno zaczął nowe życie. Próbował, więc jeszcze raz namówić Łamicha. Łamich nie chciał iść. Mówił, że nie lubi takich miejsc, choć jeszcze ani razu tam nie był. Poza tym zastrzegał się, że nie umie tańczyć. Orbod wiedział, że kiedyś też nie był zwolennikiem klubów, do czasu, jak sam się przekonał, jak tam jest nieziemsko. Nie udało mu się przekonać Łamicha. Wydawało się, że on nawet nie słucha argumentów. Łamich wiedział, że i tak nie pójdzie. Nie rozumiał wtedy, że to nawet nie dla siebie ma iść, lecz dla przyjaciela Orboda.

Orbod był bliski załamania. Nie wiedział, co zrobić. Wtedy właśnie podjął decyzję, która miała wielki wpływ na jego późniejsze życie. Dowiedział się wtedy, że większość ludzi myśli o sobie. I zrobienie czegoś, dla kogoś innego nie przychodzi im z łatwością, szczególnie, jeśli nie widzą w tym korzyści dla siebie. Postanowił, że pójdzie do klubu sam. I zrobił to. Właśnie, gdy wchodził do klubu, rozpętała się burza z piorunami. Na miejscu ludzi było bardzo dużo. Był tam między innymi obiekt westchnień Łamicha. Jak się później okazało, zerwała kilka dni wcześniej ze swoim chłopakiem. Ale uwagę Orboda zwróciła inna dziewczyna. Była ubrana w białą suknię z blado różowymi kokardami na ramieniu i u pasa. Była smukła i poruszała się bardzo subtelnie. Miała na imię Szczęście. Choć bardzo się bał, zatańczył z nią. On też zrobił na niej wrażenie. I umówili się na spotkanie w następnym tygodniu.

Orbod wreszcie znalazł to, czego tak długo szukał. Skończył szkołę z najlepszymi ocenami. Wyprowadził się z Pleśniewa do miasta o nazwie Eldorado, dostał dobrą pracę. Ożenił się z poznaną w klubie dziewczyną i żyli długo i szczęśliwie.


* Lecz, gdyby to nie była bajka, a prawdziwe życie to, czy historia Orboda i Łamicha skończyłaby się tak szczęśliwie dla idealisty Orboda i tak niepomyślnie dla realisty Łamicha? Ja już wiem, a wy?

Strona główna | FAQ | O Autorze | Księga Gości