Historia pewnej nocy

Był zimny grudniowy wieczór. Mgła powoli schodziła coraz niżej. Widoczność była bardzo ograniczona. W powietrzu było czuć zapach zgnilizny. Mieszał się on z dymem z kominów. Mimo, że latarnie uliczne już się świeciły, było całkiem ciemno. Nie było widać żywego ducha. Jedynie postać w czarnym płaszczu z kapturem nasuniętym na głowę stała na skraju parku i patrzyła w moim kierunku. Sprawdziłem jeszcze raz, czy umocowana przed chwilą lina dobrze się trzyma. Pociągnąłem za nią. Drzewo delikatnie drgnęło. Spadło na mnie kilka kropel brudnej, śmierdzącej wody. Stanąłem na ławce. Na tej, na której niegdyś razem siedzieliśmy. Założyłem pętlę wokół szyi. Zimny dreszcz przeszedł moje ciało. Choć przemyślałem ten krok tysiące razy, zawahałem się na moment. Pomyślałem o niej. Łzy popłynęły mi po policzkach. Musiałem przerwać to cierpienie. Czarna postać była już obok mnie. Zrobiłem krok do przodu. Cierpienie ustało. Nie czułem bólu. Nastała pustka...

Strona główna | FAQ | O Autorze | Księga Gości